Forever C9 czyli 9-dniowy program oczyszczania organizmu – jak to działa i czy działa ?

Na Forever C9 natknąłem się w klubie fitness Seven. „Nowość, oczyszcza organizm z toksyn w 9dni” z użyciem nie tylko siły woli ale przede wszystkim przy wsparciu kompletnej we wszystkie niezbędne składniki mineralne diety.

Jestem minimalistą – od razu przypadło mi to do gustu bo w niewielkim opakowaniu znaleźć powinienem wszystko co do jedzenia potrzebował będę przez aż 9 dni.

To niewielkie pudełko to przede wszystkim dwie butelki żelu z miąższu aleosowego, waniliowy koktail odżywczy w proszku wraz shakerem, zestaw suplementów w tabletkach oraz gadżeciarska miarka do pomiarów efektu chudnięcia. Zapomniałbym o najważniejszym – o niedużej broszurze, która opisuje każdy kolejny krok, jaki wykonać należy aby program działał zgodnie z pomysłem jego twórców.

Jeśli jesteś świrem technologicznym i książki kojarzą Ci się z babcią lub dziadkiem – zarówno dla Androida jak i iOS istnieją aplikacje, które zastąpią książeczkę a nawet będę informowały że czas na posiłek, trening czy suplement.

Ta broszura – książeczka, to wg mnie pierwszy z kluczy do sukcesu – zawiera dziennik ze wszystkimi dawkami składników z rozpisaniem na pory dnia – czemu to pierwszy klucz – bo jak wiemy tylko poprzez regularność możemy wprowadzić do swojego życia dobre nawyki żywieniowe.

Zaczynamy program Forever C9

Książeczka jak pisałem prowadzi nas za rękę już od pierwszej godziny pracy. Program trwa 9 dni – czyli jak by człowiek nie liczył, zawsze przynajmniej jeden weekend spędzimy z C9.

Sporo osób zaczyna w sobotę rano aby zakończyć w kolejną niedzielę wieczorem.

Ja zacząłem w niedzielę rano.

Dzień 1 – niedziela

Książeczka w rękę i widzimy – śniadanie – tyle tabletek, taki odstęp czasowy, tyle żelu i wody. Tak wody – program wskazuje aby każdego dnia pić minimum 2 litry wody. Nawyku picia wody chciałem nauczyć się już dawno, zacząłem więc poranek od dużej szklanki wody.

Następnie to co również wskazuje książeczka – 30 minut mało intensywnych ćwiczeń – może być to spacer – co zresztą zrobiłem – przy okazji – polecam Skansen Wsi Mazowieckiej w Sierpcu 🙂

Kolejny krok – przekąska – tym razem saszetka zawierająca błonnik + woda.

Obiad – podczas gdy moi przyjaciele jedli sobie pierogi we wspomniany skansenie – ja na obiad dostałem oprócz wody 🙂 zestaw zawierający żel z aloesu oraz suplementy w tabletkach. Chciało się pieroga ale przecież to pierwszy dzień, dam radę.. Tym bardziej że dopuszczonym do działania jest spożywania owoców i warzyw – więc jabłko i papryka zamykają temat głodu – chociaż przyznam że jeszcze go nie czuję.

Kolacja – zaglądamy do kartonika, wyjmujemy z niego dawkę suplementów a wszystko zapijamy dużą ilością wody.

Wieczorem – po kolacji ale jeszcze dłuższą chwilę przed snem przychodzi pora na szklaneczkę żelu z aloesu + woda i… czas spać.

Dzień 2 – poniedziałek

Nie obudziłem się głodny – niby to dziwne bo przecież jadłem mało, a jednak mój organizm działa.

Dieta dnia drugiego jest identyczna z pierwszym – te same dawki żelu i suplementów, dozwolone owoce i warzywa oraz.. brak kawy.

O ile pierwszego dnia o niej nie myślałem, o tyle tuż przed rozpoczęciem pracy ręka sama powędrowała w kierunku ekspresu aby przygotować jak co rano czarny i smaczny napój. Nie. Kawy pić nie można – to nic, dam radę, kawa dla mnie na szczęście to tylko smak i przyjemność picia, a nie wspomagacz.

Dzień drugi upłynął wręcz „przenormalnie” – obowiązki, c9, obowiązki, c9, obowiązki, c9, wypoczynek, c9, trening. Tak trening – C9 wskazuje aby ćwiczenia odbywały się rano – to było dla mnie niemożliwe – zatem popołudniu, zamiast 30 minut, zafundowałem sobie 45 minut mało-intensywnej jazdy na rowerze.

Dzień 3 – wtorek

Wchodzimy w drugi etap programu. Zmienia się zawartość posiłków – cały czas piję bardzo dużo wody.

Dodatkowo oprócz warzyw i owoców dochodzi nam jeden pełnowartościowy posiłek, który zresztą również jako propozycje opisany jest w kilku wariantach w książeczce. Książeczce, która zaczyna nabierać już indywidualnego wyglądu – skrzętnie notuję czy wziąłem wszystkie suplementy, ilość wody czy ćwiczeń – ich rodzaj, czas trwania, intensywność.

Dania proponowane są co ważne pełnowartościowe – to nie papki czy shake – to np. kurczak z ryżem i warzywami – ważne aby przygotowany był w odpowiednich proporcjach.

Dodatkowo, na tym etapie ćwiczenia, które należy wykonywać są już bardziej wymagające – jednak nadal określiłbym je jako takiej jazdy MTB na 60% – czyli spocić się można ale maratonu to nie dość że nie wygramy to jeszcze w stawce będziemy dość daleko.. 😉 ale i tak lepsze to niż spacer, nawet po skansenie 😉

Dzień 4 – 8 – środa-niedziela

Celowo zsumowałem te dni, bo były do siebie bardzo podobne. Skład dawek C9 był identyczny. Posiłki komponowałem zgodnie z książką a warzywa i owoce nie dopuściły abym ani razu czuł się głodny.

Do tego woda – około 3 litrów dziennie – po pierwsze dlatego że trzeba, po drugie dlatego że woda stała się już dla mnie częścią dnia. Przyzwyczaiłem się do niej, do tego aby zamiast jeść przekąski sięgać po szklankę wody.

Dzień 9 – poniedziałek

Ostatni dzień programu. Ostatnia porcja aloesu, ostatnie suplementy, ostatni shake, ostatni błonnik i … smutek.

Tak, zrobiło mi się nieco smutno – czasem jest tak że traktujemy jakieś przedsięwzięcia jako wyzwania i chyba było mi przykro że moje wyzwanie się kończy mimo że nic we mnie nie pękło.

No to jak było ?

To było 9 dni wbrew pozorom niewielkich wyrzeczeń i walk z przyzwyczajeniami – to oczywiste ze tankujemy samochód na stacji paliw i przy okazji kupujemy kawę 🙂

Tak, kawa była moim przekleństwem – za bardzo ją lubię, ale – nie brakowało mi jej w organizmie – po prostu brakowało mi hałasu ekspresu czy dotyku filiżanki lub papierowego kubka. Nie brakowało mi słodyczy czy pizzy.

Co mi to dało:

Otóż przed samym rozpoczęciem programu C9, przeszedłem badania na jakiejś kosmicznej wadze w klubie fitness, która pokazała moją wagę, zawartość wody, masę kości, wiek metaboliczny, zawartość tkanki tłuszczowej i masy mięśniowej.

Wyniki:

Waga – minus 7kg !

Zawartość wody – plus 2%

Zawartość tłuszczu – minus 3 procent

Zawartość masy mięśniowej – minus 2 kg

Masa kości – minus 0,1 kg 

Wskaźnik podstawowej przemiany materii – minus 100kcal

Tłuszcz vicelarny – minus 1%

Wskaźnik BMI – minus 2

Wiek metaboliczny – minus 3 lata !

A co to znaczy, tak po ludzku ?

Jestem lżejszy – fizycznie i psychicznie.

Nauczyłem się jeść regularnie.

Wypracowałem (wstępnie) nawy ciągłego picia wody.

Po dodatkowej konsultacji z Panią Dietetyk w SEVEN zacząłem inaczej komponować zrównoważone posiłki.

Moją treningową trasę rowerową pokonałem o 15% szybciej niż tydzień wcześniej.

Dla kogo jest Forever C9 ?

Dla kogoś, komu trudno ot tak zacząć wprowadzać zmiany w swoim żywieniowym i zdrowotnym życiem. To tylko 9 dni, więc przetrwa to KAŻDY, kto tylko tego chce. Program idealnie pomaga w tym, aby pilnować się i przygotowywać do kolejnych zmian. Tak, bo C9 powinno być wstępem do zmian w życiu – czymś, co będzie pierwszym krokiem do zdrowszego życia.

Ani razu mój organizm nie chciał się buntować – wszystko co jadłem dawało mi siłę do normalnego życia i funkcjonowania w pracy i w domu. Ten jeden karton produktów, w pełni przekonał mnie do zmian. Dzięki temu umówiłem się z Panią Dietetyk, która swoją wiedzę przekazała mi w bardzo fajny i przystępny sposób.

Co teraz, po C9 ?

Od zakończenia programu minął miesiąc. W ciągu tego miesiąca moja waga zmieniła się na niekorzyść o jeden kilogram ! Jeden, przez 30 dni.

Czy zdecydowałbym się raz jeszcze na takie działania – bez wątpienia tak.

Wpis powstał przy współpracy z Fitness Club SEVEN – dystrybutorem programu C9 oraz innych produktów firmy Forever.