Pojezierze Brodnickie – mało znane miejsce na mapie Polski. Położone na Ziemi Chełmińskiej (Michałowskiej) w województwie kujawsko-pomorskim oraz częściowo w warmińsko-mazurskim. Przez wielu zwane Bramą Mazur, dla nas to po prostu NASZE Pojezierze…

Staramy się sporo jeździć na rowerach, dla mnie rower jest w zasadzie jedynym treningiem sportowym, zarówno popołudniowy spacer rowerowy jak i starty w lokalnych maratonach MTB czy Imprezach na Orientację.

Trasa ma ok 50 km i spokojnym nieśpiesznym tempem można pokonać ją w ok. 3 godziny.

Trasę najłatwiej rozpocząć w Brodnicy, skąd brzegiem jeziora Niskie Brodno, drogami leśnymi i polnymi, możemy poznać w pigułce to, co czeka rowerzystę na naszym pojezierzu – czyli malownicze dróżki z ciągłymi zjazdami i podjazdami Na szczęście dla tych, którzy wolą jeździć po „płaskim” – podjazdy nie są długie i nie wymagają ogromnego wysiłku, dodają natomiast niewątpliwego uroku leśnym i polnym duktom.

Nieutwardzony „szlak” prowadzi mijając jeziora Wysokie Brodno oraz Łąki do Jeziora Sosno gdzie na kilka kilometrów trafiamy na gładką lecz mało-uczęszczaną drogę asfaltową w środku lasu. Gdy dostrzeżesz koniec asfaltu spodziewaj się zmiany nawierzchni na każdą z możliwych – to ciekawy odcinek trasy, gdzie najpierw nasz sprzęt zostanie lekko wytrzęsiony na starej drodze brukowej, następnie leśnym koleinach by doprowadzić do prostych, szybkich i gładkich jak w Skandynawii leśnych dróg szutrowych.

Przed miejscowością Ciche znów wpadamy na asfalt – ten kilku-kilometrowy odcinek nie jest moim ulubionym. Droga łączy niewielkie miejscowości, jednak uważać trzeba na ruch – szczególnie w trakcie sezonu turystycznego. Asfaltem docieramy do mostku pomiędzy jeziorami – po lewej największy zbiornika na Pojezierzu Brodnickim – Jezioro Wielkie Partęczyny, mimo że zdjęcie tego nie oddaje, jest wielkością zbliżone do mniejszych jezior jakie znamy z Mazur. Lecz przyznać trzeba że bardziej klimatyczne wydaje się Dębno po prawej stronie…

Na szczęście już za chwilę wracamy znów na drogę leśną, która prowadzi do Grzmięcy, mijając jednak po drodze malowniczy kanał łączący jeziora Strażym i Kurzyny, gdzie czekają na nas miejsca bytowania bobrów … dla mnie podczas tego wyjazdu ważniejszym jednak niż bobry, były krople deszczu, które zaczęły nieśmiało sączyć się z nieba.

Tuż za „bobrami” wpadamy znów na asfalt, tym razem tylko ok. kilometra by przez budzące się do życia po zimie lasy okolic jezior Strażym i Skrzynka do Bachotka, gdzie … miły wiosenny deszczy zamienił się w prawdziwy deszcz. Przyznać trzeba że dzięki inicjatywie Nadleśnictwa Brodnica, nie okazał się on aż taki straszny, ponieważ wzdłuż całej mojej dzisiejszej wycieczki powstało kilka przygotowanych na tę okoliczność miejsc – tzw. miejsca postoju oprócz parkingu dla aut, oferuję strudzonym turystom zadaszone miejsce piknikowe – „zadaszone” – to zadaszenie mnie uratowało…

Deszcz padał i padał i padał i padał.. Zdecydowałem że nie takie deszcze była już okazja w życiu przetrwać – czas w dalszą drogę… do następnego miejsca postoju nad brzegiem jeziora Bachotek, gdzie rozpadało się jeszcze bardziej.

Dziś sobota, jutro niedziela i też trzeba jeździć więc nie ma co narażać się na wychłodzenie więc hop na rower i w drogę do domu – czyli leśnymi drogami do Karbowa a następnie asfaltem już do centrum Brodnicy.

Podsumowując Małą Pętle Pojezierza Brodnickiego:
– 51 km – tyle pokazał mój licznik rowerowy,
– 4 godziny – tyle trwała cała wycieczka z deszczowymi postojami i przerwami na zdjęcia,
– 14 godzin – tyle schły moje buty rowerowe,
– 3 wygranych – rower (wysechł i na drugi dzień był znów gotów do drogi),
– Reszta – to już tylko bezcenne i nie dające się przeliczyć na nic wrażenia z choćby tak krótkiej wycieczki/podróży/wyjścia z domu…